Ciemnia to miejsce magiczne, które raz odwiedzone zapada w pamięci na zawsze. Niepowtarzalny klimat, który sprawia, że albo chce się tam wracać bardzo często, albo sprawia, że ciemnia jest dla nas miejscem strasznym, ba nawet przeklętym, który ukazuje to co może wolelibyśmy zachować nieukazanym.

Z fotografią analogową jest bowiem tak, że efekt naszego „pstrykania fotek” widzimy dopiero na sam koniec fascynującej pracy jaką jest wykonywanie zdjęć i praca w ciemni. Inaczej niż w przypadku zdjęć wykonywanych aparatem cyfrowym, kiedy robimy zdjęcia na kliszy fotograficznej nie możemy dowiedzieć się natychmiast czy obraz jest ostry a naświetlenie takie jak sobie życzymy. Obiema tymi wytycznymi możemy jednak manipulować.

Obraz ciemni niczym z filmu, pomieszczenie które oświetla jedynie czerwona żarówka. Szkoda tylko, że postronny widz nie może poczuć zapachu, jaki unosi się w maleńkim pokoiku. W całkowitych ciemnościach uczymy się nawijać kliszę fotograficzną na szpulkę co nie zawsze jest proste. Poznajemy podstawy chemii, uczymy się mieszać ze sobą substancje, które staną się wywoływaczem, przygotowujemy zegary, zaczynamy bawić się tym wszystkim.

Praca w ciemni jednak ma swoich zwolenników i przeciwników. Dla jednych problemem może być ciemność, która jest niezbędnym warunkiem, aby owa praca miała jakikolwiek sens dla innych trudną może być praca sama w sobie. Innym przeszkadza bardzo ostra i charakterystyczna woń chemii.