Ciemnia jest miejscem, w którym niegdyś każdy fotograf spędzał całkiem sporo czasu. Dziś ten, kto odwiedza ciemnię jest może indywidualistą, może tradycjonalistą, ale z pewnością jest w pewien ciekawy sposób artystą i specjalistą w tym, czego się dotyka.
Powodem, dla którego praca w ciemni była niezbędna jeszcze kilka lat temu był oczywisty brak powszechnej obecnie elektroniki. Nie istniały wtedy jeszcze aparaty cyfrowe, których pamięć wyznacza ilość wolnego miejsca na karcie pamięci. Wcześniej pracując na aparatach analogicznych, chociażby zwykłych rosyjskich lustrzankach, mieliśmy świadomość tego ile zdjęć jeszcze możemy wykonać. Trzeba było jednak liczyć się z tym, że nikt z nas nie wiedział z wyprzedzeniem jak zdjęcie „wyszło”, czy jest dobra ostrość, kontrast i światło.
Praca w ciemni niczym dzisiejszy photo shop dawała fotografowi możliwość minimalnego, w porównaniu do dzisiejszych opcji, manipulowania obrazem. Odpowiednie odsunięcie rzutnika, naświetlanie samej kartki papieru fotograficznego dłużej nieco niż zwykle czy po prostu trzymanie owej naświetlonej już kartki dłużej w jednym z chemicznych odczynników dawało nam możliwość otrzymania za każdym razem nieco innego efektu. Z drugiej strony raczej nie można było pomarzyć o stworzeniu dwóch idealnie takich samych fotografii. Nawet jeśli czas naświetlania byłby taki sam, kartka położona idealnie tak samo, to jednak manipulacja chemią nie jest już taka prosta. W tym kontekście niemożliwa.
Powodem, dla którego praca w ciemni była niezbędna jeszcze kilka lat temu był oczywisty brak powszechnej obecnie elektroniki. Nie istniały wtedy jeszcze aparaty cyfrowe, których pamięć wyznacza ilość wolnego miejsca na karcie pamięci. Wcześniej pracując na aparatach analogicznych, chociażby zwykłych rosyjskich lustrzankach, mieliśmy świadomość tego ile zdjęć jeszcze możemy wykonać. Trzeba było jednak liczyć się z tym, że nikt z nas nie wiedział z wyprzedzeniem jak zdjęcie „wyszło”, czy jest dobra ostrość, kontrast i światło.
Praca w ciemni niczym dzisiejszy photo shop dawała fotografowi możliwość minimalnego, w porównaniu do dzisiejszych opcji, manipulowania obrazem. Odpowiednie odsunięcie rzutnika, naświetlanie samej kartki papieru fotograficznego dłużej nieco niż zwykle czy po prostu trzymanie owej naświetlonej już kartki dłużej w jednym z chemicznych odczynników dawało nam możliwość otrzymania za każdym razem nieco innego efektu. Z drugiej strony raczej nie można było pomarzyć o stworzeniu dwóch idealnie takich samych fotografii. Nawet jeśli czas naświetlania byłby taki sam, kartka położona idealnie tak samo, to jednak manipulacja chemią nie jest już taka prosta. W tym kontekście niemożliwa.